Malta – wyspa, o którą walczyły imperia

victoria_gate_valletta

Malta to jedno z najbardziej na południe wysuniętych państw Europy. Od wybrzeży Sycylii dzieli ją zaledwie 75 km, a od Afryki Północnej — około 240. To niewielki archipelag zbudowany głównie z wapienia: jasne klify, falujące płaskowyże i tarasowe pola dosłownie „wycięte” w kamieniu. Brzmi sielankowo, ale rolnictwo bywa tu twardą szkołą życia: cienka warstwa gleby, niewiele naturalnej słodkiej wody, silne wiatry (zwłaszcza zimą) i długie miesiące suszy. A jednak Maltańczycy od wieków wygrywają tę walkę sprytem — murkami z kamienia, tarasami, cysternami i zwykłym uporem.

Wielkim skarbem Malty są zatoki i naturalne porty. Grand Harbour i Marsamxett Harbour to nie tylko piękne widoki — to prawdziwy „magnes” historii: bezpieczne schronienie dla statków, węzeł handlowy, baza floty i powód, dla którego o te wyspy rywalizowano przez stulecia.

Megalityczne świątynie

Prehistoria Malty jest niezwykła — najstarsze znaleziska archeologiczne mają podobno ponad 100 tysięcy lat. A megalityczne świątynie — m.in. Ġgantija, Ħaġar Qim, Mnajdra czy Tarxien Temples — należą do najstarszych wolnostojących budowli na świecie. Są starsze niż piramidy i brzmią jak pytanie bez prostej odpowiedzi: kim byli ludzie, którzy na tak małej wyspie wznieśli tak monumentalne miejsca rytuału?

Pierwsza pisemna wzmianka o Malcie pochodzi z czasów, gdy o dominację w tej części świata ścierały się wielkie potęgi i morscy gracze. Pod koniec VII wieku odkryto na Malcie dwie marmurowe kolumny z okresu dominacji kartagińskiej — wyjątkowe, bo z inskrypcjami w dwóch językach: fenickim i greckim. To znalezisko miało pomóc w odszyfrowaniu pisma fenickiego. Fenicjanie zostawili tu jednak ślad jeszcze trwalszy niż kamień — język. Uważa się, że dzisiejszy maltański należy do grupy języków semickich i zachował odległe echo dawnych mów używanych na wyspach tysiące lat temu. A jednocześnie jest zapisywany alfabetem łacińskim i mocno „przyprawiony” wpływami sycylijsko-włoskimi, a później angielskimi. Dlatego Malta brzmi jednocześnie znajomo i egzotycznie: na tablicach zobaczymy maltański i angielski, w rozmowach usłyszysz miks epok, a w samych słowach — historię wyspy w pigułce.

Chrześcijaństwo

mdina_gate

Jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach Malty jest opowieść o przybyciu na archipelag Świętego Pawła. Wczesną wiosną 60 roku n.e. statek, którym wieziono apostoła z Palestyny do Rzymu (gdzie miała rozstrzygnąć się sprawa jego apelacji od wyroku prokuratora Feliksa z Cezarei), rozbił się u północnych brzegów wyspy. Do dziś zatoka, w której — według tradycji — wylądował, nosi jego imię, a Wielki Mistrz Alof de Wignacourt kazał wznieść tam kościół. Św. Paweł miał przebywać na Malcie trzy miesiące, goszczony z niezwykłą serdecznością przez rzymskiego zarządcę wyspy, Publiusza. W miejscu, gdzie w Mdina stał jego dom, wzniesiono pierwszą świątynię chrześcijańską, którą w 1090 roku Roger I z Sycylii odbudował jako katedrę. Tradycja dopatruje się też w Publiuszu pierwszego biskupa Malty. Ta historia — żywa w opowieściach o zatoce św. Pawła, Rabacie i grocie — tłumaczy, dlaczego chrześcijaństwo ma tu tak głębokie korzenie i dlaczego Malta lubi mówić o sobie jako o wyspie „na styku mórz i wiary”.

Gdy w XI wieku Bizancjum zaczęło słabnąć, do Italii przybyli Normanowie. Podbijając południe, zainteresowali się Sycylią, a stamtąd już tylko krok prowadził dalej — na Maltę. Dla umocnienia swojej kontroli nad Sycylią Roger II Sycylijski miał wylądować na Malcie w 1091 roku i oblec Mdinę. Arabski garnizon poddał się bez większego oporu, a sama zmiana władzy początkowo niewiele zmieniła w życiu miejscowej ludności. W ten sposób pod koniec XI wieku Malta, wraz z Sycylią, została włączona do rodzącego się królestwa normańskiego — i szerzej: do chrześcijańskiej Europy.

W 1140 roku, podczas pobytu na Malcie, Roger II ustanowił samorząd lokalny. Jemu też przypisuje się początki fortecy, z której królewski garnizon miał strzec Wielkiego Portu — późniejszego Fort St. Angelo. Pod osłoną jej murów kupcy włoscy — zwłaszcza z Republiki Wenecji, z Pizy, Lukki i Genui — założyli handlowe osiedle zwane borgo, czyli „osadą za murami”. Po maltańsku to Birgu (dziś Vittoriosa). Od początku różniło się ono od reszty wyspy, a szczególnie od Mdiny: ta, położona w głębi lądu, była miastem starych tradycji i siedzibą biskupstwa — ostoją tego, co miejscowe i „maltańskie”. Birgu przeciwnie: żyło morzem, handlem i światem zewnętrznym, zamieszkane w dużej mierze przez ludzi przybyłych spoza wysp. Co znamienne, samorząd ustanowiony przez Rogera II sprawowali mieszkańcy Mdiny — jakby wyspa miała odtąd dwa rytmy: lądowy i portowy.

Poza nadaniem praw municypalnych Mdinie, Roger II przyczynił się do umocnienia Kościoła na wyspach, czego owocem było włączenie diecezji maltańskiej do metropolii Palermo. Przez długie stulecia Malta pozostawała w orbicie sycylijskiego świata: najpierw Normanowie, potem władcy z kręgu Aragonii i Hiszpanii — prawo, kultura i obyczaj krążyły po tej samej trasie co statki. To dlatego w maltańskich miastach łatwo poczuć „italijski” rytm, nawet zanim na scenę wejdą Brytyjczycy.

Przełom przynosi Karol V: jako władca ogromnego imperium i król Sycylii przekazuje wyspy Zakonowi Rycerzy św. Jana Chrzciciela w 1530 roku — i od tego momentu zaczyna się epoka Zakonu Maltańskiego. Rycerze rozbudowują fortyfikacje, porządkują przestrzeń, planują miasto „od nowa”, a po dramatycznych wydarzeniach XVI wieku rodzi się Valletta — miasto-twierdza, które do dziś wygląda jak architektura zaprojektowana do obrony.

Potem przychodzą Francuzi (krótko, gwałtownie, rewolucyjnie), później Brytyjczycy (długo i systemowo), aż wreszcie XX wiek prowadzi Maltę do niepodległości (1964) i republiki (1974). I nagle ta mała wyspa — „za mała na imperia” — okazuje się państwem o historii większej niż rozmiar na mapie.

Wielkie Oblężenie

Rok 1565 to moment, w którym Malta na dobre staje się twierdzą — i zaczyna budować się nie tylko z kamienia, ale też z legendy. Co ważne, Zakon Maltański był na Malcie stosunkowo od niedawna i przez pierwsze lata wciąż nie miał pełnej pewności, czy właśnie tu zostanie na stałe — dlatego system umocnień „domykał się” etapami, a część kluczowych punktów, w tym Fort St. Elmo, powstawała relatywnie późno, gdy zagrożenie stało się już bardzo realne. Gdy wreszcie turecka armada pojawiła się u brzegów, dysproporcja sił była przytłaczająca: po jednej stronie potęga liczebna i ciężka artyleria, po drugiej garstka obrońców — rycerzy, żołnierzy i mieszkańców — którzy mieli tylko mury, dyscyplinę, odwagę i doświadczenie.

Jednym z najbardziej zaskakujących — i w skutkach zgubnych — posunięć Turków była decyzja, by najpierw uderzyć właśnie na St. Elmo: miał być „szybkim kluczem” do portów, a stał się studnią bez dna. Fort padł, ale jego obrońcy „kupili” bezcenny czas, wykrwawiając nacierających i wytrącając im tempo całej kampanii; każdy dzień walki kosztował agresora niewspółmiernie dużo — ludzi, morale i impetu — a obrońcom dawał to, czego najbardziej potrzebowali: czas na przygotowanie kolejnych linii obrony. W miarę jak oblężenie przeciągało się tygodniami, wychodziły na jaw kolejne błędy: przecenienie przewagi liczebnej, niedoszacowanie maltańskich fortyfikacji, narastające problemy z logistyką i ogromne straty przy szturmach na bastiony.

W tej historii jest też człowiek i decyzja: Jean de Valette — jego chłodna odwaga, organizacyjny geniusz i umiejętność utrzymania obrony „w ryzach” sprawiły, że wyspa nie pękła, gdy pękało wszystko wokół. Zwycięstwo miało znaczenie większe niż sama Malta: stało się sygnałem dla chrześcijańskiej Europy, że ekspansję osmańską da się zatrzymać — a cena tej lekcji została potem zapisana w kamieniu, w jeszcze potężniejszych umocnieniach i w mieście-twierdzy, które wyrosło na cześć Valette’a: Valletta.

II wojna światowa

Dla Malty to kolejny egzamin „wyspy-twierdzy” — z tą różnicą, że tym razem zagrożenie spadało z nieba niemal codziennie. W miękkim wapieniu zaczęły powstawać (i być rozbudowywane) schrony oraz całe podziemne „miasto przetrwania”: tunele, komory, magazyny, punkty medyczne i stanowiska dowodzenia — tak, by ludzie mogli funkcjonować pod ziemią, kiedy u góry trwał nalot. Skala bombardowań była tak duża, że Malta uchodzi za jedno z najbardziej intensywnie atakowanych miejsc w Europie w czasie wojny. A mimo to wyspa nie została „zagłodzona” ani odcięta: kluczowe okazały się alianckie konwoje (często dramatycznie przebijające się przez blokadę), bo utrzymanie Malty przy życiu oznaczało możliwość uderzania z jej lotnisk i portów w osie zaopatrzeniowe płynące do Afryki Północnej. Z czasem Malta stała się też jednym z filarów przygotowań do Operacji Husky — inwazji na Sycylię w lipcu 1943: działały tu (także podziemne) centra planowania i koordynacji, a wyspa pełniła rolę operacyjnej bazy dla uderzenia na północ. Za tę wytrwałość i znaczenie strategiczne przyszło wyjątkowe wyróżnienie: 15 kwietnia 1942 Jerzy VI przyznał mieszkańcom Malty Krzyż Jerzego — najwyższe cywilne odznaczenie za męstwo w Imperium Brytyjskim. I nieprzypadkowo w tamtych latach Malta bywała nazywana „niezatapialnym lotniskowcem” — bo choć nie można jej było zatopić, mogła kontrolować morze i niebo w kluczowym miejscu Śródziemnomorza.

Gotowe trasy zwiedzania w Valletcie 👣

🔏
°C